Wings for life – part 1

Wings for life – part 1

Przez bardzo długi czas nie było mi po drodze z tym pisaniem, ale chyba nie bardzo miałem cokolwiek do powiedzenia. Zwyczajnie nie miałem się czym podzielić. No jak to? Przecież tyle zawodów, tyle medali, kontuzje i życiówki.Co się zmieniło? Otóż od stycznia zaliczyłem 4 imprezy biegowe – warto to podsumować, jednak to temat na osobny artykuł. Szczególnie, że dziś zrobiłem kolejną – wyjątkową – Wings For Life 2017 i to jej poświęcę cały tekst. Jeśli ktoś nie wie o czym mówię, przytoczę krótki opis ze strony organizatora: „Wings for Life World Run to jedyny globalny bieg, w którym meta, będąca Samochodem Pościgowym, goni zawodników. Odbywa się on w 24 lokalizacjach na świecie i rozpoczyna dokładnie o tej samej godzinie. Dzięki temu spośród wszystkich biegaczy wyłaniają się światowi zwycięzcy – kobieta i mężczyzna, którym uda się najdłużej „uciekać” przed goniącą ich metą. Bieg skierowany jest absolutnie do wszystkich, którzy chcą wspomóc działania organizacji zbierającej fundusze na badania nad rdzeniem kręgowym. 100% wpłat z rejestracji zawodników kierowanych jest właśnie na ten cel. Wspólna idea jednoczy pełen przekrój uczestników: od laików, przez amatorów biegania, po profesjonalnych zawodników.” (http://www.wingsforlifeworldrun.com/pl/pl/)

Widzicie, gdzie znajduje się wyjątkowość tego biegu? Najważniejszą, jest ta, że tutaj goni Cię meta – możesz przebiec 5, 8 albo 80 kilometrów. Wszystko zależy od tego jak biegasz. Poza tym, jest to bieg typowo dla funu, a nie osiągów. Bo na dobrą sprawę nie zrobisz życiówki na półmaraton czy nawet dychę – nikt tego nie udokumentuje poza Tobą. Co najważniejsze, jest to jedyny globalny bieg na świecie – o tej samej godzinie, w 24 krajach na tym świecie ruszają wszyscy zawodnicy – fajnie co? Prawdopodobnie mierzysz się w jednej klasyfikacji z mieszkańcami każdego kraju – myślę, że na liście startowej znajdzie się nawet zawodnik z San Escobar 🙂

Choć biegam już wiele lat, dopiero dziś po razi pierwszy startuję w tej zacnej imprezie. Co więcej, jako członek zespołu On The Move, miałem okazję poznać kilku fajnych ludzi. Co uznaję za sprawę najważniejszą, bo fajnie jest poznać ludzi tak biegowo zwariowanych jak ja.

Przygotowania? Kurcze nie jestem Bartkiem Olszewskim, żeby móc wjeżdżać z buta na tę imprezę 🙂 Dlatego nie przygotowywałem się specjalnie – standardowy trening pod wcześniejsze zawody. Na wiosnę celowałem głównie w półmaraton, więc pod te zawody trenowałem 🙂 Zatem niczego specjalnego nie oczekiwałem przed startem – 25/30 km w zupełności wystarczy! Jak skończyłem, wiecie z instagrama czy facebooka, ale na większą relację musicie poczekać do jutra.

Filip

Autor:Filip

Mam dwadzieścia parę lat, moje plany giną... Biegacz amator, wschodoznawca, brand manager w fajnej firmie, zainteresowany marketingiem internetowym i logistyką.

Brak komentarzy

Komentuj