5 zbędnych rzeczy, gdy zaczynasz biegać

5 zbędnych rzeczy, gdy zaczynasz biegać

Wielu osobom wydaje się, że rozpoczynając przygodę z bieganiem, od razu muszą kupić milion różnych urządzeń, sprzętów i przedmiotów, bez których biegać się nie da. Błąd… jakoś 60 lat temu ludzie też biegali. Dawali radę bez nowiuśkich sprzętów, kozackich butów z amortyzacją i innych udogodnień współczesnego świata.

Jest kilka przedmiotów, które są zbędne. Dlaczego? Pierwsze kilka treningów nic nie znaczy. Tak naprawdę, jeszcze wtedy nie wiesz, że za 5-10 lat nie będziesz mógł żyć bez biegania. Dlatego właśnie w początkowej fazie lepiej wstrzymać się z dużymi zakupami. Szczególnie że pierwsze buty biegowe możesz kupić w Lidlu czy Decathlonie za mniej niż 100 zł. Wystarczy je tylko dobrze dobrać.

Jakie są te przedmioty? Zaczynajmy!

Zegarek z pulsometrem

Jeśli ktoś myśli, że zaczynając przygodę z bieganiem musi wyposażyć swój nadgarstek w drogiego Garmina, Tom Toma czy Polara, jest w błędzie! Moja bezgraniczna miłość do biegania trwa już ładnych parę lat, a nadal nie posiadam przekozackiego Garmina. Oczywiście, chciałbym, marzę i czekam. Jednak za każdym razem pojawia się duszek, który mówi – po co Ci to? Wtedy odkładam zakup na kolejne miesiące, chociaż teraz można już mówić, że lata. Przecież jest już Endomondo czy inne aplikacje. Kiedy zaczynałem biegać, nawet w głowie nie siedziało mi, żeby wydać kupę kasy. Jako licealista nie bardzo tę kasę miałem… Dziś ciężko podać przyczynę takiej opieszałości, bo przecież pracuję, to mogę sobie pozwolić na taki zakup. Przyjaciel powiedział mi ostatnio, że pewnego pięknego dnia obudzę się, jeszcze nie wiadomo kiedy. I to właśnie będzie dzień, kiedy pójdę i kupię dziada.

Wracając do meritum. Wypaśny zegarek z GPS, pulsometrem i innymi bajerami jest całkowicie zbędny. Przynajmniej na początku Twojej biegowej drogi. Szczególnie że zapał bardzo szybko może się skończyć, wystarczy kilka odpuszczonych treningów. Na samym początku lepiej biegać dla samej przyjemności. Nie biegaj dla wyników, których większość na początku i tak nie jest w stanie poprawnie zweryfikować.

Uwielbiam tę fotografię. Nie chodzi jedynie o to, że wyprzedzam. Chodzi o fakt tego, że mój biegowy kompan rozproszył się, bo zajął się sprawdzaniem tempa, tętna czy jeszcze czegoś innego na 20 metrów przed metą. Wykorzystałem to 🙂

Żele energetyczne

Ooooo! Wielu wydaje się, że żel jest obowiązkowy. Okej! Jest świetnym rozwiązaniem na zawody. Szczególnie kiedy narzucasz sobie większe tempo. Wtedy organizm narażony jest na duże straty energii, a chcesz dobiec do mety. Jednak wciąganie żelu na każdym treningu mija się z celem. Pierwsze pytanie – po co? Sprawdź swoją wydajność energetyczną, a nie faszeruj już na początku.

Moim zdaniem jest to duży błąd. Szczególnie że pierwsze treningi są krótkie. Branie żelu na kilkukilometrową przebieżkę mija się z celem. Dlaczego? Jeśli biegnąc 10 km, na 5 km przyjmiesz żel, może on zacząć działać w momencie, gdy Ty skończysz trening. Bezsens!

Sam pierwszy żel przyjąłem po kilku latach treningów. Zaaplikowałem go sobie podczas pierwszego półmaratonu… Oblałem się nim. W zasadzie połowa wylądowała na mojej ręce. Także obok klejącej się mordy, kleiło mi się także przedramię… Fart! Przynajmniej był smaczny. Kiedyś przyjąłem żel, który smakował strasznie, a 500 metrów do najbliższego wodopoju było katorgą… Za szybko… moja głupota. Jeśli chodzi o treningi, to żel biorę ze sobą na przebieżki, które przekraczają 20 km. Wtedy nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć.

Buty z kosmicznymi technologiami

12717919_1018689001510661_4103620249979476249_n„Dzień dobry. Zaczynam biegać, chciałbym kupić buty.” Sprzedawca słyszący takie zdanie już zaciera ręce. Trafił się Janusz. Naciągniemy go troszkę! Okej, świetnie. Dobre buty do biegania to podstawa. Jeśli to dopiero początek, buty możesz kupić, gdziekolwiek chcesz. Byleby dopasować je rozmiarem i profilem stopy. Wtedy nawet buty za 70 zł mogą być dobrym rozwiązaniem na początek drogi.

Kompletny strój biegowy

To jest już inna sprawa. Każdego roku, po sylwestrze odnotowuje się wzrost sprzedaży ubrań sportowych, karnetów na basen, siłownie czy fitness. Bo przecież nowy rok to nowe postanowienia. Tylko po co od razu wydawać setki złotych na nowiuteńki sprzęt. Jasne, kupuj ubrania, to napędza gospodarkę. Jednak kiedy po kilku treningach buty lądują w szafce, zwyczajnie wyrzuciłeś pieniądze w błoto. A przecież stare dresy z szafki są całkiem w dobre, Koszulka też od razu nie musi być Asics, Nike czy Adidas 🙂

Bukłak/bidon/plecak

Nawodnienie to podstawa. Przecież wychodząc na 5 km kupowanie plecaka z bukłakiem, jest zbędne. No, chyba że chcesz dowalić sobie obciążenia. To spoko, półlitrowy bukłak da Ci te kilkaset gramów. Tylko po co? Na krótkie przebieżki nie ma sensu brać wody. Co innego, gdy jest gorąco. Na dworze milion stopni… pomimo zachodu słońca dalej grzeje. Wtedy ma to sens. Jednak na początku Twojej drogi takie zakupy są bez sensu.

Czas kończyć te wywody. Być może wielu z Was popełniło te błędy. Jestem jednym z tych, którzy nie popełnili takich błędów. Może dlatego, że pierwsze biegowe kroki były bardzo rekreacyjne. Dziś brakuje mi tylko Garmina… Przymierzam się i przymierzam, ale nie wychodzi. Może kiedyś jednak walnie mnie coś w głowę, co powie „idź i kup to w końcu!”. Istnieje jeszcze druga opcja – ktoś w końcu mi go sprezentuje 🙂

Dokładnie tak 🙂
Filip

Autor:Filip

Mam dwadzieścia parę lat, moje plany giną... Biegacz amator, wschodoznawca, brand manager w fajnej firmie, zainteresowany marketingiem internetowym i logistyką.

2 komentarze

  • NightRunner

    7 marca 2016 at 21:50 Odpowiedz

    Fajny artykuł. Sam swoje pierwsze 3 tys. kilometrów zrobiłem z zegarkiem za 15 zł z chińskiego markeciku. Miał stoper (bez nawet jednego międzyczasu :D) i to wystarczyło. Do mierzenia odległości używałem i nadal używam endomondo (rysując w nim trasy ręcznie – nie cierpię biegać z telefonem) lub licząc okrążenia na stadionie. Dorobiłem się porządnego pulsometru (ale bez GPS) tylko dlatego, że dostałem swoją Sigmę 14.11 w prezencie. „Garmina” mi nie brakuje, ale zaczynam się zastanawiać nad bukłakiem – w sumie tylko dlatego, że na stadion na którym biegam tempa i interwały mam kawałek drogi a brak nawodnienia działa na mnie wyjątkowo kiepsko. Tak naprawdę jedyne na czym nie oszczędzam to buty (chociaż zaczynałem od podartych tenisówek), ale nie kieruję się mark/ceną tylko wygodą.

    View Comment
    • Filip

      Filip

      7 marca 2016 at 22:11 Odpowiedz

      Zegareczek za kilka złotych zawsze spoko 🙂 Wystarczy stoper! Telefon akurat cały czas mam przy sobie, bo słucham muzyki. A dzięki temu, że mam słuchawki i włączony dźwięk w Endomondo, to miła Pani podaje mi czas i tempo – Polecam! Bukłak jest przydatny, ale naprawdę wtedy, kiedy klepiesz te kilometry. Ja czasem zwyczajnie brałem do kieszeni 5 zł i po drodze, jak już nie dawałem rady to do żabki i tam szybkie uzupełnianie płynów 🙂

      View Comment

Komentuj