1. Tarnogórski Półmaraton – „Tak dla transplantacji”

1. Tarnogórski Półmaraton – „Tak dla transplantacji”

Jak już wszyscy wiemy, majówka jest świetną okazją do zebrania sporej kolekcji medali. Wielu z Was doszło pewnie do takiej wprawy, że zaliczyliście trzy, a może nawet i więcej biegów. Skoro Ukraińcy czy Kenijczycy dają radę, to my nie damy? Ja nastawiłem się na jeden bieg – 1. Tarnogórski Półmaraton – „Tak dla transplantacji”.

Prawda jest taka, że gdyby moja dziewczyna nie pochodziła z Tarnowskich Gór, pewnie nigdy bym się o biegu nie dowiedział. Tak samo, jak wielu z Was nie ma pojęcia o Marchewkowym Półmaratonie w Krakowie, czy Biegu Zbąskich w Zbąszyniu. Cóż tak bywa! Ale skoro był długi weekend, do tego miałem pojechać, odpocząć właśnie do TG, to dlaczego by sobie nie wystartować? W sumie pakiet udało mi się odkupić jakoś na tydzień przed. Za co serdecznie dziękuję!
DSC01699
Początkowa stawka wynosiła 50 zł, więc nie było źle. Jednak, jeśli później cena wzrasta do prawie 100 zł, to już może być problem. Dla wielu jest to duży odstraszacz. Szczególnie jeśli celem jest zwyczajne przebiegnięcie połóweczki. Skupmy się jednak na kilku innych rzeczach. Kilka razy zdarzało mi się już przebiec większe i mniejsze imprezy, dlatego mogę w jakiś sposób ocenić organizację. Rozumiem, że była to pierwsza tego typu impreza w Tarnowskich Górach, więc nie będzie wielkiego halo, bo też impreza ogólnie była na dość fajnym poziomie. Na kilka spraw, jednak warto zwrócić uwagę, bo to sprawi, że organizatorzy za rok będą wiedzieć, gdzie nie popełnić błędu.

DSC01703
1) Oznaczenia kilometrów nie pokrywały się z tym, co mierzył zegarek czy nawet aplikacja. Rozumiem, mogło stać się tak, że to GPS nawalił. Zdarza się, ale z tego, co się zorientowałem, to więcej ludzi na to narzekało.

2) Czas na linii start/meta – nie wiem dlaczego, ale różnił się z moim o około minutę, a przecież włączałem go w momencie przekraczania linii czujników.

3) Start biegu – nawet nie zorientowałem się, że bieg ruszył. Niemożliwe jest, żebym nie słyszał startera. Czy on w ogóle wystrzelił? Jakieś odliczanie czy coś? Nawet na małych biegach jest to dość dobrze słyszalne. W zasadzie tutaj poczułem się tak, jakby to tylko dla pierwszej linii krzyknięto, a w zasadzie powiedziano START. Wierzcie mi, stałem 4-5 metrów od linii startu i nie słyszałem nic. Zwyczajnie fala się wylała i po tym wiedziałem, że czas ruszać. Warto zadbać o strefy startu. Dlatego, fajnie byłoby, jeśli w formularzu rejestracyjnym zaznacza się rekord życiowy oraz przewidywany czas, na jaki chcesz pobiec. To ułatwia ustawienie się na starcie.

4) Bezpieczeństwo – na linii startu warto bardziej zabezpieczyć otoczenie. Szczególnie w momencie startu. Widziałem rozciągniętą tasiemkę, ale ludzie wchodzili na drogę. A to było dość dużą przeszkodą, szczególnie jeśli musisz omijać magików stojących z aparatami. Nie jest to łatwe, kiedy próbujesz przebić się do przodu, bo wolniejsi ustawili się przed Tobą. Po skończonym biegu powinno być tak samo. Biegnący na dyszkę skończyli, to za linią mety robiło się tłoczno. Można było wbiegać na siebie. Zwłaszcza, że Ci, którzy biegli półmaraton mieli przed sobą jeszcze ze dwa kółka. Za linią mety robił się tłok. Kończący bieg nie schodzili z trasy, a dochodzili do nich jeszcze kibice – rodziny z dziećmi itp. Nietrudno wbiec na siebie w takim tłoku. Warto też na kawałek za linią mety rozłożyć wykładzinę. Dlaczego? Sam byłem świadkiem, jak ludzie padali z wycieńczenia. Wcale nie jest miło walnąć kolanami o bruk.

5) Oznaczenia – słyszałem też, że był problem z dotarciem do mety. Ja Pana z kartką i strzałką widziałem, ale było też wielu, którzy mogli go nie zauważyć. Dlatego na przyszłość, lepiej zadbać o większy baner. Szczególnie jeśli dla kogoś może to oznaczać wejście na podium.

6) Piesi – warto byłoby też zabezpieczyć przejścia dla pieszych. Ludzie wchodzili pod nogi. Nie wiem, gdzie im się tak spieszyło… Dwukrotnie miałem przyjemność szybkich uników na trasie. Najgorszy był przy zakręcie na Sobieskiego – zaraz za nim jest przejście dla pieszych. Gdyby nie refleks, Pan, który tam przechodził, leżałby na ziemi, a ja na nim.

7) Punkt odżywczy na ul. Krakowskiej – domyślam się, że miejsce to było raczej chwytem marketingowym ze strony restauracji, która się tam znajduje. Inaczej nie agitowaliby tak żwawo na obiad po biegu. Szkoda tylko, że było to w naprawdę średniodobrym miejscu. Dlaczego? No było przed podbiegiem! Punkty odżywcze spowalniają, a przed podbiegiem nie jest to dobre rozwiązanie. Gratulacje dla dziewczyny, która stała odwrócona i podawała wodę na drugą stronę Krakowskiej. Tam zbiegało się z górki. Brawa dla niej! Chciałbym też zapytać o jedno – kto wpadł na pomysł obierania bananów i wkładania ich do kubeczków? Sam nie mam w zwyczaju zajadania się czymkolwiek w trakcie biegu, ale to już problem mojego organizmu. Powiem tak – marnotrawstwo! Szkoda tych kubków, szkoda środowiska, szkoda pieniędzy. Skoro na dużych biegach sprawdza się rozdawanie bananów w skórce, to po co tutaj obierać je i bawić się niepotrzebnie. Do tego ten nieszczęsny podbieg. Na Sobieskiego wszystko było wyśmienicie, ale na Krakowskiej, już nie do końca. Sorry za słownictwo, ale ojebanie bananka przed podbiegiem to niezbyt dobry pomysł! Kolka, paw, spowolnienie, może zachłyśnięcie. Kurde – rzyganie w trakcie biegu nie jest niczym przyjemnym. Rzyganie w ogóle nie jest przyjemnie, niezależnie od tego, czy leci banan, czy kebab…

Pętle – kurcze zawsze mnie to boli, bo jednak przy 3 pętli już zaczyna robić się nudno.

DSC01711Były też plusy! Tylko nie zraźcie się, że jest ich mało, bo łatwiej jest mówić o tym, co było złe. Prawda jest taka, że wszystko, czego nie wymienia się w minusach, jest PLUSEM!

1) Pakiety – wydawanie ich szło naprawdę sprawnie. Co do ich obfitości nie będę się wypowiadał, bo były dość standardowe – smaczna czekolada!

2) Wolontariusze oraz obsługa na punktach odżywczych. Na Sobieskiego było idealnie. Zastrzeżeń brak! Wolontariusze spisali się na medal.

3) Organizacja tego wszystkiego, co po – konkursy, losowanie nagród itp. Ilość nagród do rozlosowania była naprawdę duża. Szkoda, że nic mi nie wpadło. 🙁

4) Grochówka – nie przepadam za tą zupą, ale ta była smaczna!

5) Trasa – dla Poznaniaka, który nie ma zbyt często do czynienia z górkami, już 3 kilometr był średni. Ale to był zwyczajny szok. Szczególnie że połowa trasy leci pod górkę. Wczoraj jej nienawidziłem, dziś jestem zadowolony! Ciekawa, wymagająca i urozmaicona trasa! Same podbiegi pewnie nie były aż tak ciężkie, ale gość, który bieganie po Tarnowskich Górach ogranicza do kilku treningów w roku i to w Parku Repeckim, mógł dostać srogo po dupie.

DSC01713Proponuję też wprowadzić klasyfikację przyjezdnych. 🙂 Jak widać, zdarzają się też ananasy, które przyjeżdżają z Pyrlandii czy innych części tego kraju.

Jak mi się biegło? Gdyby nie mordercze dla mojej kondycji podbiegi byłoby lepiej! Ale póki co mój sezon należy do udanych. Kolejny start – kolejna życiówka. Miałem dwa założenia – wejść do 1. pięćdziesiątki oraz wystartować tak, aby ukończyć bieg w czasie około 1:35. Oba założenia spełnione, więc bieg uznaję za udany!

Tym razem nie uszkodziłem butów, ale bez otarć się nie obeszło. Może dlatego, że moje długodystansowe startówki dwa tygodnie temu zostały skasowane i musiałem biegać w innych butach, a może zwyczajnie źle zawiązałem poje papcie. W każdym razie pretensji nie mam do nikogo. Przynajmniej w tym biegu butów wiązać nie musiałem. 🙂

Jak na pierwszy półmaraton w Tarnowskich Górach, impreza naprawdę fajna. Za rok pojawię się znowu, aby skontrolować czy jakieś moje uwagi zostały wprowadzone w życie.

Filip

Autor:Filip

Mam dwadzieścia parę lat, moje plany giną... Biegacz amator, wschodoznawca, brand manager w fajnej firmie, zainteresowany marketingiem internetowym i logistyką.

2 komentarze

  • Ewa

    5 maja 2016 at 15:35 Odpowiedz

    Biegliśmy „prawie” obok siebie, a jestem z Jarocina! 😛

    View Comment
    • Filip

      Filip

      7 maja 2016 at 16:24 Odpowiedz

      O proszę! Fajnie wiedzieć, że przyjezdnych z daleka było więcej 🙂

      View Comment

Komentuj